Świadectwo 21

Na pierwszym spotkaniu było mi dobrze, było mi bardzo dobrze i nie chciałam opuszczać tego przyjaznego domu zakonnego, a zwłaszcza kaplicy. Już po dwóch dniach miałam ochotę wrócić z powrotem na kolejne Lectio divina. Czas do następnych dni skupienia dłużył mi się w nieskończoność. …Od kilku miesięcy przychodzę regularnie na spotkania i zazwyczaj Słowo Boże zupełnie do mnie nie przemawia. Nie jest we mnie żywe, radosne i skuteczne. Czytam je, czytam jak wszyscy i nic, ani słowo nie wywołuje w mym sercu poruszenia. Miewam odczucie, że walę głową w skałę, że stąpam po suchym i zimnym piachu lub po szeleszczących jesiennych liściach. Są tacy, co robią intensywne notatki w zeszycie, a ja często nie czuję nic i nie potrafię się tym Słowem podzielić. To czyni mnie jakby kimś innym, skalistą glebą, gdzie ziarno nie może zapuścić korzeni.

Ale nie po to tam przychodzę. Tam mi jest dobrze. Czas spędzony w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem pozwala mi uciszyć wewnętrznie, uspokaja i porządkuje sprawy w głowie, pozwala nabrać dystansu do rzeczywistości. To kilka godzin ciszy i modlitwy są dla mnie oddechem normalności, tęsknotą za niebem. Przychodzę by choć chwilę poleżeć przy Jego Sercu i posłuchać jak bije Serce Boga. Nie muszę nic czuć, chcę się tylko na chwilę przytulić.

Uczestniczka

  • Dowiedz się więcej
  • Kalendarz
  • Odwiedziny

    Wszystkie: 227622, dzisiaj: 40

Powered by Quick.Cms | Implementation ProjektGraficzny.com