Wpomnienia z rekolekcji

„Zrób porządek w swoim życiu” 11.02. – 16.02.2016r.

Znowu się spóźniłyśmy, na szczęście tym razem nie z mojej winy. Nikt się na nas nie gniewa – biorą już na nas poprawkę. Tata Niny wita nas z uśmiechem. Jedziemy po Asię. Wszystkie jesteśmy podekscytowane, pomimo iż to nasz… któryś tam raz. Podróż strasznie nam się dłuży – nudny, szarawy krajobraz za oknem, sporadyczne smsy od przyjaciół i usypiająca muzyka w tle. W końcu się poddaję i zasypiam.

Kiedy się budzę, wszystkie jesteśmy trochę bardziej pobudzone. Wprawdzie do Ołdrzychowic ciągle jeszcze dość daleko, ale przy ożywionej rozmowie i zawrotach żołądka przez zróżnicowane ukształtowanie terenu, czas szybko upływa. Przyjeżdżamy trochę przed czasem, ale nie jako jedyne jak się okazuje. Siostry prawie natychmiast się przed nami zjawiają. Widzimy też znajome buzie z poprzednich rekolekcji, ale i nowe. Zajmujemy łóżka i biegniemy na obiad, który oczywiście nie obył się bez kłótni z Aśką, bo ta nie chce jeść. Kiedy jej to przejdzie? Po obiedzie wypisujemy identyfikatory i zbieramy zgody. Czekamy na resztę.

Gdy już Marysie również docierają na miejsce, idziemy na mszę. Poznajemy ojca Macieja i staramy się „wyczaić”, jaki jest. Przyjazna twarz, szczery uśmiech, franciszkanin. Niepokoi nas, gdy nagle robi się mu słabo. Nie tylko jemu. Na szczęście po otwarciu okien wszystkim lepiej. Dodatkowo, dla wzmocnienia, na kolację są zapiekanki. Potem mamy pogodny wieczór i naprawdę zaczynam żałować, że nie piłam dziś kawy, jednak super się razem bawimy. Nie możemy się ze sobą nagadać, dlatego tak naprawdę wszystkie zasypiają dopiero koło 2 w nocy. Cóż – dawno się nie widziałyśmy.

Następnego dnia wstajemy z Aśką i Niną koło 6.00, żeby wziąć prysznic. Nie chciało nam się czekać w kolejce poprzedniego wieczoru. Koło 7.00 budzimy resztę. Ku naszemu zaskoczeniu przed jutrznią mamy poranną gimnastykę. Potem śniadanie i prace porządkowe. Z różnymi dziewczynami dzielimy się i wykonujemy różne obowiązki - Ninuś poszła zmywać, Aśka odnosiła resztę jedzenia do kuchni a ja zmywałam stół. Reszta poszła do Anny (tam śpimy) wstępnie sprzątnąć. Trochę po dziesiątej idziemy się rozśpiewać do Jana Pawła przed Eucharystią, która jest planowana na 11.00.

Ksiądz na kazaniu zrobił nam smaka na naleśniki i teraz dziewczyny cały czas o tym gadają. Ku ich rozczarowaniu na obiad jest barszcz i kopytka. Aśka odmawia jedzenia, więc pomimo mojego „dorosłego wieku” postanawiam zrobić dokładnie to samo – nie zjem, dopóki ona nie zje. Cały obiad mierzymy się wzrokiem, co jedynie denerwuje nasze koleżanki. Potyczka kończy się wynikiem 0:0. Obie wracamy głodne do Anny. Zmęczenie i emocje biorą górę – zwijam się w kłębek i zasypiam. Gdy tylko wstaję, Nina i Mała Asia suszą mi głowę, po czym każą jeść. Potulnie je słucham, po czym częstuję wszystkich, w tym Asię, czekoladą. Trochę później idziemy znów do Sali Jana Pawła na koronkę do Bożego Miłosierdzia. Zaraz po niej jest konferencja. Jak będzie ona wyglądać z ojcem Maciejem? Okazuje się, że ojciec robi nam wykład o spowiedzi. Szczerze mówiąc, zmienił on moje patrzenie na ten sakrament. Zaczyna do mnie docierać, jak ważny to dar – dar pojednania z Bogiem.

Po krótkiej przerwie idziemy na nieszpory i mamy czas dla siebie do kolacji o 18.00. Potem o 19.15 idziemy w drodze krzyżowej, na której czytamy rozważania przygotowane przez centrum ŚDM, następnie mamy okazję nieść krzyż. Biorę go na stacji 6 i niosę aż do… 13. Potem idziemy do kaplicy na adorację, która trwa dość długo. Wszystkie zmęczone wracamy po niej do domu św. Anny. Na moje nieszczęście wiele dziewczyn szybko odzyskuje energię, więc mogę zapomnieć o szybkim śnie…

Kolejny dzień przebiega bardzo, bardzo podobnie. Zmieniają się tylko potrawy, kazanie i temat konferencji, która tym razem jest o lękach i strachach. Kolejna rzecz, o której nigdy nie myślałam w taki sposób, jaki przedstawił nam ojciec. To dopiero połowa rekolekcji, a ja już się wiele nauczyłam. Ojciec Maciej zaczął siadać koło naszej „łabędzkiej mafii” i poznajemy go dzięki temu coraz lepiej. Przed różańcem o 17.30, po którym pójdziemy na kolację, mamy czas wolny. Dziewczyny mają ochotę wybrać się do sklepu, a niektóre po prostu piszą mi, co by chciały. Po powrocie jestem rozkojarzona i zostawiam butelkę z wodą, po którą się wybrałam dla siebie, u mojej siostry i zastanawiam się, jak to się stało, że ją miałam i jej nie ma. Dziewczyny śmieją się ze mnie. No cóż, taka już jestem – roztrzepana.

Po kolacji oglądamy film o błogosławionej Karolinie Kózkównie. Może słaba gra aktorska, ale historia i pomysł bardzo ciekawy. Po filmie odmawiamy modlitwy wieczorne, idziemy na adorację i „do łóżek”.  Koło 24.00 poddaję się i padam.

Niedziela. Znowu rutynowo - wstajemy 6.30 i idziemy pod prysznic. Dziś plan jest inny, gdyż niektóre dziewczyny już wyjeżdżają. O. 7.45 jemy śniadanie, żeby zdążyć się przygotować do Mszy świętej z jutrznią o 9.15. Ojciec poczęstował na niej nas drobnym podarkiem – żelkami z przyczepioną karteczką, na której było napisane: „Kocham Cię miłością odwieczną - Jezus”. O 11.00 jest konferencja, przed którą lecą łzy i żegnamy się z wyjeżdżającymi – niektórym się już ferie skończyły. Na szczęście ojciec Maciej nie pozwala nam się zbyt długo smucić i znowu zajmuje nasze mózgi kolejną ciekawą konferencją. Dzisiaj ogólnym tematem jest miłość. Czyżby to był przypadek, że dziś 14 luty?

Po obiadku siostry postanawiają zabrać nas na nieplanowany spacer przed gorzkimi żalami. Pogoda jest bardzo przyjemna – wręcz idealna. Rozmawiamy sobie, żartujemy, śpiewamy. Marzy mi się piknik. Podziwiamy okolicę, po której wcale nie widać, że jest luty.

Po spacerze idziemy na gorzkie żale, które dla niektórych są… trudne do przejścia. Jedynie fakt, że za nami siedzą „nie nasze” siostry zakonne powstrzymuje mnie i ogólnie „Łabędy” przed położeniem głowy na ławce i zdrzemnięcie się chwilkę. Po nabożeństwie idziemy do jubileuszowej - nie mogę się powstrzymać i robię sobie krótką drzemkę. Po jakiejś chwili siostry przynoszą ciasto, herbatkę i… kawę! Postulantka Ania ma urodziny, więc składamy jej życzenia i śpiewamy sto lat. Solenizantka, najwyraźniej przygotowana na to, przynosi cukierki i nas częstuje. Nasza druga postulantka zrobiła dla Ani tort w kształcie pieska – był prześliczny i miałam okazję go zjeść! Poza tym dwie porcje kawy skutecznie mnie otrzeźwiają. Mimo to, gdy dziewczyny po podwieczorku idą na prace w grupach, postanawiam pomóc siostrom w zmywaniu, po czym ulatniam się do Anki i idę spać.

Nina budzi mnie na kolację. Czuję się dużo lepiej, ze smakiem zjadam posiłek. Po nim sprzątamy i idziemy do Jana Pawła na podsumowanie. Dziewczynom poszło znakomicie. W formie scenek i plakatów odpowiedziały na 3 pytania:
- Jak walczyć z pokusami?
- Jak być „innym” w dzisiejszym świecie?
- Co zrobić, aby lepiej świadczyć, że warto być osobą wierzącą?
W nagrodę każda drużyna otrzymała serce z piernika, ozdobione przez postulantkę Martynę. Po podsumowaniu idziemy na adorację. Po powrocie dziewczyny zaczynają knuć,  jaki by tu prezent zorganizować dla sióstr i ojca w ramach podziękowania za rekolekcje.
Poniedziałek mija nam bardzo szybko. Wykruszyłyśmy się i to dość widocznie. Mimo to gwar późnym wieczorem nie ustaje… Skąd dziewczyny mają tyle energii? Chyba się starzeję… Nawet „Pogodny wieczorek” nie zużył ich energii. A był bardzo ciekawy – zabawy i zadania były super – siostry jak zwykle nie zawiodły. Wieczorem po adoracji dziewczyny uczą nas piosenki, którą przerobiły z innej, religijnej. Teraz brzmi ona tak:

Aż z ponad mórz i szczytów gór, widnieje franciszkański mur.
A ja otwieram bagaż swój, wyciągam zakonnicy strój.
Modlitwy, wysławianie Boga – taka życiowa moja droga,
Idę nią dzielnie, choćby zawodziła noga…

Siostra Iwona porządku pilnuje, wieczorem każda z nas się stresuje.
Siostra Teresa często żartuje, wtedy wszystko lepiej smakuje.
Siostra Rita gra i śpiewa, czasami się na Marcele gniewa.
Ojciec Maciej kondycje niezłą ma, rankami także o naszą chętnie dba!

Bardzo zgrabnie im to wyszło. Siostrom się pewnie spodoba. Wypisujemy też kartki i wszystko planujemy. W końcu padnięte idziemy do łóżek…

Wtorek – ostatni dzień. Dziś mszę zrobiliśmy po 8.00 – niektóre wyjeżdżają od razu po mszy. Wszyscy jesteśmy jacyś smutni. Mimo to z całego serca dziękujemy i śpiewamy dla sióstr. Tak jak podejrzewałam – podoba im się, co nas dodatkowo cieszy. Po śniadanku mamy podsumowanie, a siostry już zapraszają nas na następne rekolekcje w czerwcu. Następnie zmieniamy się w ekipę sprzątającą i zawodowo czyścimy miejsca, w których spędzałyśmy czas. Prawie wyrabiamy się do obiadu, na którym czeka nas cudowna niespodzianka – gołąbki! Obiad szybko mija – za szybko… Rozstanie jest przykre, ale pociesza nas fakt, że czas zleci szybko i niedługo znów przyjedziemy do Ołdrzychowic, by wspólnie modlić się i śpiewać i tym wysławiać Boga! Do zobaczenia kochani!

/Ania Barcz/

  • Dowiedz się więcej
  • Kalendarz
  • Odwiedziny

    Wszystkie: 337677, dzisiaj: 54

Powered by Quick.Cms | Implementation ProjektGraficzny.com